 |
|
Ubrana była w granatową sukienkę i buciki na płaskich kwadratowych
obcasach. W jej ręku zwisała skórzana torebka ze śniadaniem i
książkami. Krzyknąłem:
– Aga, spóźnimy się!
– Nie spóźnimy
się. Popatrz. – odpowiedziała spokojnym
i cichym głosem. Podszedłem do
niej
i przechyliwszy głowę do góry zobaczyłem lekko rozpromienione
słońce, zaspane jeszcze. Powoli wydobywało się z mglistej otchłani. W
tle jednokolorowa, jasnoniebieska płachta wyznaczała niewyobrażalną
ciszę i spokój.
Zatrzymałem tę chwilę...
Zatrzymałem tę, chcę zatrzymać inne, podążać za nimi, za Waszymi emocjami i zatrzymywać je dla Was na wieczność.
|